Znaki zapytania – kurs usability cz. I

Czasami wydaje mi się, że moje dorosłe życie upływa pod znakiem zapytania. Wszystko zaczęło się w dniu, w którym wybrałam kierunek studiów. Żadna spośród znanych mi osób nie potrafiła wymówić jego nazwy. Kiedy ja z dumą oznajmiałam, że „studiuję kognitywistykę”, moi rozmówcy kwitowali to niezmiennie pytaniem: „CO?”. Lata mijały i przyszła kolej na znalezienie pracy. Poszłam na rozmowę kwalifikacyjną i kilka tygodni później zaczęłam zapoznawać się z tajnikami badania stron internetowych. Zgadnijcie, co słyszę, kiedy opowiadam znajomym, że pracuję jako badacz usability...

W życiu każdego z nas czasem pojawiają się znaki zapytania. Często zdarza się to, kiedy pracujemy z internetem. Każdy z Was zastanawiał się pewnie: „jak dodać ten produkt do koszyka?”, „ile zapłacę za wysyłkę?”, „ gdzie na tej stronie znajdę dane kontaktowe?”. Tego typu wątpliwości zachęciły pewnie kilka osób do szukania podpowiedzi. Może ktoś zadzwonił do znajomego, który już kupował w tym sklepie i wie „co i jak”? Albo poprosił o pomoc jednego z domowników. Dla większości był to jednak moment, w którym zdecydowali się wstukać adres innego sklepu. Dane pokazują, że ponad 83 proc. użytkowników opuszcza stronę w sytuacji, w której muszą wykonać zbyt wiele kliknięć, by znaleźć szukaną informację.
znak zapytania
Doświadczenie nauczyło mnie, że warto próbować zwalczać znaki zapytania. Nie jestem w tym względzie bardzo oryginalna. Przede mną była Pani Krug, która wypowiedziała słynne zdanie: „Jeżeli coś jest trudne w użyciu, nie używam tego często”. Praktyka pokazuje, że trudne dla nas czynności wykonujemy tylko wtedy, kiedy nie mamy innego wyjścia. Nie wierzycie? Zastanówcie się, ile razy zamawialiście pizzę, zamiast ugotować obiad? A teraz pomyślcie, ile razy zjedlibyście pizzę, gdyby nie była dowożona do domu? Strony internetowe powinny być właśnie jak pizza z dostawą do domu. Wysiłek, włożony w osiągnięcie celu – minimalny.
Użyteczność to cecha, która określa, jak łatwo znaleźć informacje, dokonać zakupu czy skorzystać z aplikacji na stronie internetowej. Zazwyczaj definiuję się ją jako wypadkową trzech czynników:
• skuteczności z jaką pozwala użytkownikowi zrealizować cel,
• jak efektywny był proces jego osiągnięcia,
• oraz satysfakcji, jaką użytkownik odczuwa po jego osiągnięciu.
Po skorzystaniu z użytecznej strony użytkownik powinien uśmiechnąć się i pomyśleć: „to dużo łatwiejsze niż sądziłem”.
Jeśli jesteście użytkownikami internetu, którzy czasem są sfrustrowani tym, co widzą na stronach, albo słyszeliście już o użyteczności, ale chcielibyście dowiedzieć się więcej, zapraszam do udziału w naszym kursie usability.
W kolejnych odsłonach opowiem Wam:
• jak i co ważniejsze, „po co” bada się użyteczność strony,
• co można zrobić, żeby nasza strona była użyteczna,
• jak dowiedzieć się, czy dana strona jest uzyteczna,
• na co zwrócić uwagę, wybierając agencję badawczą.
W części praktycznej zajmiemy się natomiast zagadnieniami, takimi jak:
• nauka rozpoznawania i eliminowania błędów w najważniejszych obszarach strony,
• analiza rozwiązań, które sprawdziły się, oraz tych, które wywołały błędy w odniesieniu do tego samego zagadnienia.
Po więcej treści zapraszam do kolejnego odcinka naszego cyklu. Zastanowimy się wtedy, co sprawiło, że zaczęto myśleć nad komfortem pracy użytkownika stron internetowych. Opowiem o nowym podejściu do witryn, które zmieniło nie tylko sposób ich postrzegania, lecz również było przyczyną pojawienia się terminu „usability”.

Damy Ci znać o nowych wpisach

(publikujemy ok. 2 artykuły miesięcznie).

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *